Na niewiele ponad sto dni do inauguracyjnego meczu Euro 2012, który zostanie rozegrany 8 czerwca w Warszawie do tej pory na najważniejszej polskiej arenie nie odbył się żaden mecz. Jej otwarcie przekładano kilka razy, a murawę mimo tego, że rzekomo jedynym powodem nie otwarcia Stadionu Narodowego z końcem lata minionego roku były wady schodów, położono dopiero w miniony czwartek… Do tego doszła kolejna wpadka z organizacją meczu o Superpuchar, wcześniej dramatyczna wręcz walka o imprezę „Oto jestem”. Po tej serii „sukcesów” usłyszeliśmy, że po trzech latach urzędowania ze stanowiska zrezygnował prezes Narodowego Centrum Sportu, Rafał Kapler odpowiedzialny za budowę obiektu. Ogień krytyki mediów, demonstracje kibiców rykoszetem i to całkiem mocno, trafiał w Joannę Muchę minister sportu i turystyki , co równa się też kolejnym punktom ujemnym dla rządu. To na ręce minister R. Kapler, który jeszcze wczoraj mówił o wyłącznych sukcesach swojej misji związanej z budową stadionu, jako o wyjątkowym przedsięwzięciu, wykonanym w wyjątkowym czasie za wyjątkowe pieniądze złożył dymisję, uzasadniając ją wyczerpaniem się formuły jego działania. Jak powiedziała PAP szefowa resortu sportu, dymisja została przyjęta. Tę niemal idyllę psują natomiast docierające do opinii publicznej informacje o zarobkach rezygnującego prezesa i szokujące wysokością, na domiar wszystkiego wypowiadane przez minister Muchę (sic!), informacje o zaplanowanych nagrodach dla odchodzącego prezesa i zarządu. Jego zarobki miały przekraczać miesięcznie 26 tysięcy złotych plus premie za rok w wysokości dwóch miesięcznych pensji. To jednak blednie w porównaniu z premiami dla byłego już prezesa za ukończenie stadionu, które łącznie mają sięgać pół miliona złotych! Nie pozostaje zatem nic innego jak dodać, że za „wyjątkowe” osiągnięcia wyjątkowa, już bez cudzysłowiu, premia. Tak jakby za pracę prezes i współpracownicy nie pobierali wynagrodzenia. Kaplera na stanowisku zastąpi Robert Wojtaś, dotychczasowy wiceprezes i dyrektor pionu zarządzania projektem. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że rezygnacja prezesa, musiała być „skonsultowana” i jest krokiem zmierzającym do uspokojenia opinii publicznej w świetle ostatnich wydarzeń związanych z funkcjonowaniem Stadionu Narodowego oraz po mało szczęśliwych, często przeczących faktom, wypowiedziach dla mediów ze strony byłego prezesa NCS. Fotografia źródło: NCS/www.stadionnarodowy.org.pl
Dariusz Przybylski