Począwszy od dzisiaj należy liczyć się z faktem, że drzwi ulubionej apteki między godziną 13. a 14 -ą mogą być zamknięte. To efekt nie rozwiązanego sporu pomiędzy ministerstwem zdrowia, a środowiskiem aptekarskim. W piątek sejm dokonał nowelizacji w ustawie o lekach refundowanych, która spełniła oczekiwania lekarzy. Ci po raz kolejny uzyskali swoje. Z problemami zostali farmaceuci. - Pacjent nie zdaje sobie często sprawy, że bywają takie leki, za które on płaci 20 -30 złotych, a w rzeczywistości kosztują tysiąc i więcej złotych. Nie wyobraża pan sobie chyba takiej sytuacji, że za błąd wykryty po kilku latach zapłacimy z odsetkami - mówi właściciel apteki z Poznania. Farmaceuci, tak naprawdę chcą jasności w wielu ustawowych kruczkach, bo odpowiedzialność za ich własne błędy zawsze była. Zgodnym chórem mówią, że nie chcą płacić za błędy cudze. Tak naprawdę trudno powiedzieć, które apteki będą naprawdę zamknięte. Środowisko niejako w naturalny sposób jest rozproszone. Według sygnałów płynących z Naczelnej Rady Aptekarskiej wynika, że najwięcej zamkniętych placówek powinno być na Kujawach i Pomorzu, ale do godziny 13 -ej mogą przyłączyć się wszyscy. Podczas tej przerwy wydawane będą leki w nagłych wypadkach. Tak naprawdę aptekarską formę protestu można nazwać po części strajkiem włoskim. Przerwa to wykorzystanie przepisów mówiących o należnym odpoczynku w dniu pracy. Co dalej z protestem trudno powiedzieć. Dalsze działania będą podejmowane po ocenie dzisiejszych sygnałów. Tak naprawdę środowisko, biorąc pod uwagę wysoką odpowiedzialność, ma niewiele instrumentów nacisku na rząd. Może być nim wywołanie zniechęcenia społecznego. Pierwsze wyniki sondażowni wskazują na solidarność pacjentów z apterkarzami. Nie ma natomiast żadnych poważnych oznak solidarności środowiska lekarskiego. Podobnie zresztą było podczas protestów pielęgniarskich. (mgi)