Ogłoszono narodową klęskę. Matury nie zdał co czwarty młody człowiek. Wszystkiemu rzekomo winna ma być matematyka. Z jej powodu egzaminu nie zdało aż 80 procent spośród tych, którzy swoich majowych wspomnień ze szkoły ponadgimnazjalnej nie zapiszą do udanych. Przed wieloma z nich szansa na poprawkę już w sierpniu. Dla mniejszej części, jeśli tylko zdobędą się na odwagę i nie zniechęcą, w grę wchodzi wersja z tekstu maturalnego przeboju Czerwonych Gitar. Przed kompletną katastrofą - ta prawidłowość jest czytelna w każdym większym powiecie, gdzie występuje większa liczba profili szkół ponad gimnazjalnych - uchroniły szkoły wyniki w liceach ogólnokształcących. Praktycznie wszędzie źle przedstawiały się w wyniki w szkołach zawodowych, nieważne czy technicznych, ekonomicznych lub jeszcze innych. Ta prawidłowość może utrudnić analizę maturalnej wpadki. Czy bowiem na pewno chodzi o nieszczęsną matematykę, czy też o różnice w systemie kształcenia pomiędzy właśnie popularnymi ogólniakami a szkołami zawodowymi? Na przykładzie powiatu głogowskiego, a tak jest w większości powiatów regionu, widać, że powrót matematyki praktycznie nie dotknął negatywnymi skutkami młodzieży z liceów. W najstarszym I LO tylko dwoje uczniów ze 192 czeka poprawka. W LO nr 2 ten odsetek jest w tym roku gorszy wynosi 87 procent, ale wynik ewidentnie „psuła” powołana nieco sztucznie przed trzema laty klasa sportowa. Wynik eksperymentu poznaliśmy kilka dni temu. Na drugim biegunie placówka z tradycjami Zespół Szkół Ekonomicznych z wynikiem 60,4 procent pozytywnych wyników, Zespół Szkół Samochodowych i Budowlanych 60 procent, a Zespół Szkół Zawodowych z wynikiem 72 procent wygląda całkiem nieźle. Co ciekawe mimo tej różnicy i tak te szkoły zawodowe są powyżej średniej dla Dolnego Śląska wynoszącej 57,6 procent. Dla ogólniaków średnia wynosi 84,3 procent. Tendencja różnic procentowych pomiędzy profilami szkół utrzymuje się od lat. Pytanie jakie rodzi się w związku z powrotem matematyki jest bardzo proste. Dlaczego ogólniaki sobie z tym poradziły, a zawodowe szkoły już nie? - U nas na naszym podwórku przyjrzymy się zjawisku we własnej skali. Dobrze wiemy, że kształcenie jest procesem. Ten wynik coś nam mówi i naszym zadaniem jest o tym solidnie i co najważniejsze szczerze podyskutować z dyrektorami szkół i nauczycielami. To, że nasze średnie są powyżej wojewódzkiej nie powinno nas uspokajać. Różnica jest widoczna i pora się nad tym pochylić. - mówi starosta powiatu głogowskiego Rafael Rokaszewicz.
Tendencja jest wyraźna. Wyniki zbliżone są w Legnicy Lubinie, Wrocławiu, Nowej Soli, Zielonej Górze. - W sprawnym systemie przecież nie chodzi o to, żeby matematyka była lub jej nie było. Chodzi o to, aby wiedza, sposób jej przekazywania i przyswajania, a potem korzystania z niej przez uczniów był optymalny. Nie powinno być też zaskoczeń – mówi pani Agnieszka, polonistka z Lubina. Tymczasem swoje pyrrusowe, jak na razie zwycięstwo odnieśli zwolennicy obowiązkowej matematyki na maturze oraz sami wykładowcy tego przedmiotu. Nie cieszą się ze złych wyników, natomiast wskazują na skutki takiego obrotu sprawy - Po części ujawnił się pewien paradoks i słabość systemu oraz przyczyny coraz mniejszej rekrutacji na kierunki techniczne na wyższych uczelniach. Bo matematykę zdają dobrze w ogólniakach chcąc utrzymać równy poziom kształcenia, ale niewielu z nich wybiera politechniki. Słabo, albo coraz słabiej w szkołach zawodowych, skąd przed laty wywodziło się 70 – 80 procent zdających na kierunki techniczne na wyższych uczelniach. Czy teraz dziwi nas fakt, że aby pozyskać studenta do politechniki trzeba stosować mnóstwo promocji, zachęt ekonomicznych i tym podobnych, a później jeszcze więcej sztuczek, aby go na tej uczelni przetrzymać? To chyba jednak jest trochę chore? - zastanawia się wykładowca akademicki z Wrocławia proszący o anonimowość.
W szkole zawsze gdzieś na końcu pada pytanie o samego ucznia, jako przecież podmiot procesu kształcenia. Czy ten tegoroczny, ale niewykluczone, że i przyszłoroczny, bo zaległości nie odrabia się tak łatwo może czuć się skrzywdzony? Po części tak. Po części, bo nie w ogólniakach. Te się obroniły. Drugi raz po części, bo w szkołach zawodowych z maturami, które godzą się na status bycia „gorszymi” - to widać po świadectwach gimnazjalnych rekrutowanych uczniów - rezygnuje się z podnoszenia poprzeczki i tej samej nie stawiają im także, często umywający ręce rodzice. Niesprawiedliwy osąd? Czy na pewno? To, że tak się dzieje jest po części tajemnica poliszynela, a może nawet pewien wstydliwy temat, o którym pora mówić na głos i nie zamiatać go pod dywan. Jeżeli mamy z powodu systemu do czynienia z tysiącami maturalnych przegranych w całym kraju to niech będą „kombatantami” zmian na lepsze. Ich porażka niech stanie się impulsem do głębszych przemyśleń i trwałych działań środowiska oświatowego, a nie nieustannych eksperymentów, bo za takie można uznać zmiany w poszukiwaniu idealnego modelu oświaty. Tak często jak dzieje się to w Polsce nie ma w żadnym z krajów Unii. Tymczasem choć brzmi to trochę wstecznie, sam system, nie nauka, powinny być przewidywalne na wiele lat. Młodzież generalnie nie zdała matematyki. Teraz po jej ruchu piłeczka jest po stronie dorosłych...
Dariusz Przybylski