Sobota, 19 Maj 2012r.

Last update18:56:34

You are here
first
  
last
 
 
start
stop

Protest w sprawie ACTA. Początek rewolucji społecznej?

Każda władza od kiedy tylko istnieje chce mieć poczucie, że panuje nad wszystkim. Poczucie niepełności to jak bolący, ćmiący ząb. Niby nie boli, ale jednak dokucza. To kolokwialne, plastyczne zobrazowanie twórczego niepokoju wszystkich rządzących tego świata pchnęło ich w kierunku zawłaszczenia przestrzeni internetowej, przynajmniej jednej z poważnych prób. Zbyt górnolotne? Zadęte? Nie sądzę. Nikt przy zdrowych zmysłach nie zaprzeczy, że w sieci, jak w realu są rzeczy złe, niegodne, niemoralne i wręcz zbrodnicze i wymagające ścigania przez organy prawa. Jest też druga część, ta twórcza, biznesowa, tworząca więzi itd. Każdy wie o co chodzi. To wszystko jest jednak wierzchołkiem góry lodowej. Na marginesie dodam, trudno najwyżej kogoś odstraszę od dalszego czytania, że chyba się nie da przebrnąć przez ten tekst, bez odcienia patosu. Wszystko dlatego, że ani się nie obejrzeliśmy, jak nowy, zaledwie dwudziestoletni wynalazek, przeniknął i zawładnął wszystkimi obszarami życia społecznego i relacji międzyludzkich. Dziś za pośrednictwem sieci można zwołać demonstrację przeciw dyktatorowi, bankierom z Wall Street, happenning na rynku miasta, ale też szybko zorganizować pomoc ratującą życie, czy pozytywną kampanię społeczną. Wszyscy to wiemy. Sieć przyniosła ze sobą coś co dla zwykłych ludzi jest wartością bezcenną, nigdy tak naprawdę nie funkcjonującą w historii i nie zapisaną w żadnej konstytucji. Już można się domyślić, że nie chodzi o wolność wypowiedzi. Ta przecież jest zagwarantowana tu i ówdzie. Owa wolność w odniesieniu do tego co przyniósł ze sobą internet  jest zapisem niemal martwym przestarzałym i nieco mdłym. Kluczem nie jest już wolność, ale MOŻLIWOŚĆ wypowiedzi. Zjawisko niewyobrażalne i nie do zapewnienia przez nikogo. Przez żadną koncesjonowaną przez państwo, właściciela, telewizję, radio czy prasę… oprócz sieci. Wielki ogólnoświatowy Hyde Park, tworzący prawdziwe i nieprawdziwe gwiazdy, bohaterów jednego dnia, jednego filmiku, ale jednak. Tu masz wybór. Ludzie to szybko zrozumieli i dostrzegli swoją szansę. Nikt w sieci nie jest skazany na konieczność oglądania „gwiazd”, o których nie decydowali, że są nimi naprawdę. Tu możesz posłuchać muzyki, której nikt nie puści w dużej stacji, kiedy nie masz pleców i kasy. Tu możesz sprzedać towar nie otwierając sklepu i mieć swoje własne radio w Pcimiu, albo telewizję w Koniakowie lub Kłaju. Może nigdy nie będzie to nic więcej, ale zawsze. To tego skarbu bronią internauci, gdyby ktoś nie rozumiał istoty protestu. Bronią i bronić będą bo nie ufają politykom, a ci skwapliwie po raz kolejny udowodnili, że trudno im zaufać kiedy praktycznie chcieli podpisać umowy poza plecami tych, w których imieniu rzekomo rządzą. Może i oni nadążą za tym co się naprawdę dzieje w świecie, że już od dawna dzieje się rewolucja społeczna, gdzie każdy zaciekle – ja też – będzie bronił nie tylko prawa do wolności wypowiedzi, ale do tego nowego jeszcze cenniejszego. Prawda, że „KAŻDY MA MOŻLIWOŚĆ  WYPOWIEDZI” lepiej brzmi od „każdy ma prawo do wypowiedzi”? I to nie jest anarchia.

Dariusz Przybylski