Minister finansów Jacek Rostowski zaszokował dziś posłów i opinię publiczną. Zazwyczaj opanowany, choć często apodyktyczny nie wytrzymał pewnie ciśnienia jakie tworzy się w ostatnim czasie wokół rządu Donalda Tuska i krzyczał z mównicy sejmowej w stronę opozycji, a dokładnie PiS. Wszystko przy punkcie dotyczącym podatków od osób fizycznych, związanego z funduszami emerytalnymi. Punktem zapalnym okazało się pytanie posła PiSi Pawła Szałamachy, który komentował ostatnie działania rządu dotyczące podwyższenia wieku emerytalnego, premii dla byłego prezesa NCS czy podatku od kopalin. Pytanie - Czy państwo robią to celowo i świadomie, czy państwu po prostu tak wychodzi? - nie było pozbawione złośliwości, ale mieściło się w granicach debaty politycznej. Tymczasem reakcja ministra przerosła najśmielsze oczekiwania: - Pomysły rodem z Budapesztu tutaj nie przejdą! Jestem głęboko zaszokowany, że Prawo i Sprawiedliwość działa na rzecz lobbystów inwestorów zagranicznych i nie broni interesu narodu polskiego! Wstyd mi za was! Wstyd! - krzyczał rozgorączkowany w stronę ław zajmowanych przez posłów Prawa i Sprawiedliwości. Natomiast partyjni koledzy ministra z Platformy Obywatelskie zareagowali niczym na stadionie piłkarskim po zdobyciu gola. Nieco uspokojony minister dodał. - Jeśli chodzi o podatek bankowy, to wprowadzimy w tym roku opłatę bankową, aby zapewnić bezpieczeństwo depozytów Polaków w systemie bankowym, co zapewni także bezpieczeństwo całej polskiej gospodarki. Pomysły rodem z Budapesztu tutaj nie przejdą! - powtórzył.
Reakcja ministra prosi się o komentarz. Ten może być bardzo krótki. Partia sukcesu znajduje się w impasie i na obecną chwilę jest nie przygotowana na taki odbiór krytyki ze stroni już nie tylko opozycji, ale opinii publicznej. Jak widać nie radzi sobie z rozwiązywaniem problemów wewnętrznych. Jeśli dodamy do tego zapowiedzi premiera o indywidualnych rozmowach z każdym z ministrów sprawa staje się czytelna.
(dp)