Sobota, 19 Maj 2012r.

Last update19:09:35

You are here
first
  
last
 
 
start
stop

Sport

Bayern? Chelsea? Będzie ciekawie

To miało być El Clasico na możliwie najwyższym poziomie. Rywalizacja zachwycających, najbogatszych potęg Europy Realu Madryt i Barcelony, a "skończyło się" na pojedynku Bayernu Monachium i Chelsea Londyn. Szok? Sensacja? Niewiarygodne? Każde z tych słów ledwo w części oddaje to co przeżywali kibice nie tylko tych drużyn po meczach półfinałowych piłkarskiej Ligi Mistrzów. Ba, można jeszcze było sobie wyobrazić, że w jednym z dwóch meczów dojdzie do sensacji, ale dwóch?!!! To jednak finał LM i ekscytuje jak poprzednie. Mniejsza o finałową klątwę, że nikt nie obronił zdobytego trofeum. Szczęście na razie jest po stronie Bawarczyków. Zagrają przecież na własnym stadionie. Chelsea to teortycznie najsłabszy finalista od lat. Finał prawie zawsze zbiega się z zakończeniem krajowych rozgrywek. Te klub z Londynu zakończył na szóstym miejscu i zwycięstwo paradoksalnie oznacza wykorzystanie ostaniej szansy na start w kolejnych rozgrywkach. Z kolei monachijczycy rozdrażnieni dubletem Borussi Dortmund w niemieckim futbolu, chcieliby koniecznie coś wstawić do pełnych pucharów klubowych gablot. Coś, to niezbyt eleganckie wobec najcenniejszego klubowego futbolowego trofeum na Starym Kontynencie, o którym wiele klubów może tylko pomarzyć, a polskie zespoły nawet nie potrafią się zmieścić na elementarnym poziomie rywalizacji o tę nagrodę. W ocenie fachowców i bukmacherów 60. a niektórych nawet 65 procent szans daje się Bayernowi. Taktyka defensywna, wypróbowana przez Chelsea na Barcelonie przyniosła wiadomy efekt, więc w imię pokory wobec futbolowych rozstrzygnięć przyjmimy założenie o połowicznych szansach na sukces. Finał Ligi Mistrzów: Bayern Monachium - Chelsea Londyn, sobota godz. 20.45., transmisja tv - Polsat.

Piotr Jabłkowski

Tragedia na torze. Lee Richardson nie żyje

Trzeci bieg pojedynku ligowego polskiej ENEA Ekstraligi żużlowej we Wrocławiu pomiędzy miejscowym Betardem, a PGE Marmą Rzeszów zakończył się fatalnym upadkiem doświadczonego Lee Richardsona. Dla 33 - letniego Anglika, jeżdżącego w Polsce od kilkunastu lat, był to pierwszy wyścig tego dnia. Kilka godzin później okazało się, że ostatni w życiu... W wydawało się niegroźnej sytuacji Richardson uderzył lekko w tylnie koło maszyny Tomasza Jędrzejaka. To wybiło go z rytmu i w konsekwencji uderzył już niedaleko bandy w motocykl ostatniego Frederika Lindgrena. Ułamek sekundy później Richardson tego z olbrzymim impetem uderzył w bandę. Ta niestety nie była,  jak coraz więcej band na żużlowych stadionach nadmuchiwana powietrzem. Obrażenia były tak poważne, że  po upadku żużlowiec nawet się nie poruszył. Zawodnika natychmiast przewieziono do jednego z wrocławskich szpitali. Tam podczas operacji ustała akcja serca, której mimo wysiłków lekarzy nie udało się już przywrócić. Śmierć zawodnika poruszyła całe środowisko sportu żużlowego. Tym bardziej szokująca z uwagi na wspomniane doświadczenie Richardsona, byłego wicemistrzem świata juniorów, trzykrotnego mistrza Polski, także Szwecji i Anglii w drużynach, w których jeździł i regularnego uczestnika  cyklu Grand Prix. Należy spodziewać się, że w najbliższym czasie wróci temat bezpieczeństwa zawodników na torach i wprowadzenia wymogu aby bandy okalające tory w całości były nadmuchiwane przez co amortyzujące uderzenie. Na wieść o jego śmierci komentatorzy TVP Sport zaprzestali relacjonowania derbowego meczu pomiędzy Falubazem Zielona Góra a Stalą Gorzów. (pj)

Górnik i Widzew bez licencji

Komisja do spraw licencji piłkarskiej ekstraklasy odmówiła przyznania prawa występów w ekstraklasie w nadchodzącym sezonie Górnikowi Zabrze i Widzewowi Łódź. Powodem odmowy dla Górnika jest "brak rozwiązań infrastrukturalnych", czyli mówiąc wprost będący stadion w budowie i towarzyszące mu obiekty. Tego można było się spodziewać. Problemem dla zabrzan decyzja czy odwoływać się od decyzji, do czego oba kluby mają prawo, czy od razu podpisać umowę na użytkowanie innego stadionu, co z kolei jest oczywiście kosztowne w perspektywie całego sezonu. Tak, nie ryzykując odmowy zrobił Ruch Chorzów zgłaszając do gry nowy stadion w Gliwicach. Z kolei problem Widzewa wiąże się "z dużymi brakami w dokumentacji". Brzmi to niezbyt ciekawie, bo zakres przeciwskazań jest spory. Kibiców interesuje natomiast co znaczą zapowiedzi spadkowicza ŁKS - u i GKS Bełchatów o ewentualnej fuzji mającej doprowadzić do obniżki kosztów utrzymania. Nadziei na utrzymanie się w ekstraklasie na skutek zabiegów pozaboiskowych po raz trzeci z rzędu nie kryją w Krakowie. Zespół Jana Filipiaka, Cracovia przygląda się zmaganiom w pierwszej lidze. Niewyklucza się porozumienia z Termalicą Nieciecza po jej ewentualnym awansie. Klub z liczącej 700 mieszkańców wsi jest łakomym kąskiem do negocjacji. (mgi)

Rudnev w HSV Hamburg

Szybko i sprawnie przebiegły negocjacje pomiędzy Lechem Poznań, a HSV Hamburg w kwestii przejścia króla strzelców ekstraklasy zakończonego sezonu Artioma Rudneva. Grający od dwóch sezonów w poznańskim klubie 24 - letni  Łotysz, który trafił do Polski z ligi austriackiej zdobył 22 bramki. To wynik do jakiego od lat nie zbliżył się żaden polski zawodnik. Duże zainteresowanie swoją osobą napastnik wzbudził już w poprzednim sezonie, kiedy dał się zauważyć w rozgrywkach Ligi Europy. Szczególne wrażenie wywołał uzyskaniem hat tricka podczas meczu Lecha w Mediolanie z Juventusem. Mimo wielu ofert pozostał w polskiej lidze z obietnicą odejścia po tym sezonie. Nie wpłynął na jej zmianę brak Lecha w pucharach europejskich. Odwdzięczył się  koroną króla strzelców czym walnie przyczynił się do zajęcia czwartego miejsce w lidze po kapitalnym pościgu ligowej czołówki. Kontrakt z HSV Hamburg zawodnik podpisał na cztery sezony. Lech na transakcji zarobił 3,5 mln euro, czyli blisko 14,5 mln zł. Lech, który zagra ponownie w Lidze Europy już szuka następcy Łotysza. (dp)

Szaleństwo we Wrocławiu. Śląsk mistrzem Polski

mistrz_wroclawPiłkarze Śląska Wrocław wykorzystali swoją szansę i po zwycięstwie 1:0 z Wisłą w Krakowie zdobyli drugi w klubowej historii tytuł mistrzów Polski. Teoretycznie tytuł w ostatniej  kolejce mógł przypaść jednej z czterech drużyn. Do przerwy wielkie nadzieje miał Ruch prowadził 2:0 z Lechią, a Śląsk, lider tabeli, który musiał wygrać w Krakowie remisował bezbramkowo. Tak samo Lech Poznań z Widzewem w Łodzi jak i mająca cień szansy Legia Warszawa u siebie z Koroną Kielce. Ze zrozumiałych powodów uwaga kibiców na wszystkich stadionach w drugiej części skierowana była na Kraków. Panująca na trybunach przyjaźń między fanami Wisły i Śląska nie do końca przekładała się na przebieg wydarzeń na boisku. Tu trwała twarda walka. Goście optycznie przeważali dwoił się i troił Sebastian Mila, siła napędowa wrocławian. Dograł dwie kapitalne piłki jeszcze przed przerwą, ale dopiero w 51 minucie niemal zaduszony chwilę później przez kolegów Rok Elsner wpakował głową piłkę do siatki. Potem podopieczni Oresta Lenczyka robili to co najlepiej im wychodziło przez większą część sezonu. Po zdobyciu prowadzenia uważna gra z tyłu i kontry. Święto wrocławian mógł jednak popsuć młodziutki Rosiński, który skorzystał na odsunięciu od składu przez Michała Probierza, czterech zagranicznych graczy i miał okazję zadebiutować w ekstraklasie. Trącona przez niego głową piłką o centymetry minęła słupek bramki Śląska. Emocje sięgnęły zenitu kiedy w 81 minucie za drugą żółtą kartkę plac gry opuścił Wołczek. Jednak broniący bardzo dobrze całe spotkanie Kelemen nie dał się zaskoczyć. Śląsk mistrzem Polski, na drugim miejscu Ruch, trzecia lokata dla Legii, czwarty Lech. Te zespoły zagrają w europejskich pucharach. Śląsk oczywiście w eliminacjach Ligi Mistrzów, reszta w Lidze Europejskiej. Z ligi spadają ŁKS i Cracovia. Choć brzmi to niewiarygodnie, ale  dopiero pierwszy raz zdarzyło się, że lider po rundzie jesiennej zdołał wywalczyć tytuł. Stało się to dosłownie na finiszu. Na czoło tabeli Śląsk powrócił dopiero w przedostatniej kolejce. Poprzedni raz wrocławianie mistrzami kraju byli w 1977 roku.

Wisła Kraków - Śląsk Wrocław 0:1 (0:0) 

0 :1 - Elsner 51

Wisła: Pareiko (46 Jovanić) - Jirsak, Sobolewski, Czekaj, Nunez, Wilk (81 Kirm), Garguła (87 Rojewski), Iliev, Melikson, Małecki, Genkov. 
Śląsk: Kelemen - Wołczek, Celeban, Pawelec, Mraz - Elsner, Kaźmierczak - Sobota (83 Socha), Mila, Ł.Gikiewicz (90 Sztylka) - Diaz (73 Cetnarski).

Żółte kartki: Czekaj, Małecki, Wilk - Gikiewicz, Mraz, Wołczek, czerwona kartka: Wołczek (Śląsk, 81, za drugą żółtą), sędzia: Daniel Stefański, widzów: 22 267. (dp) (fot.slaskwroclaw.pl)

Mistrzem Śląsk? Legia już nie

ligaTo najbardziej sensacyjne rozstrzygnięcie przedostatniej kolejki. Prowadząca od ośmiu kolejek warszawska Legia tuż przed końcem rozgrywek straciła fotel lidera, spadła aż na czwarte miejsce i praktycznie nie ma szans na zdobycie tytułu. Teoretycy oczywiście mogą widzieć jeszcze w legionistach ewentualnych mistrzów kraju, ale musiałby zaistnieć splot nieprawdopodobnych okoliczności, aby do tego doszło. Zdecydowanie więcej okoliczności przemawia za prawdopodobnym pozostaniem na czwartym miejscu, pod warunkiem, że Legia nie przegra u siebie z Koroną. Gdyby ta dziś pokonała Widzew, Legia, która  przegrała w Gdańsku z walczącą jeszcze o pieczęć nad własnym utrzymaniem Lechią 0:1 spadłaby na piąte miejsce. Na fotel lidera i to samodzielnie powrócił Śląsk Wrocław wygrywając przekonywująco z Jagiellonią Białystok 3:1. Tym samym okazało się, że wygrana wrocławian sprzed tygodnia z liderem wiosny lubińskim Zagłębiem 2:1 nie była przypadkowa. Tym bardziej, że Zagłębie przegrało dopiero po serii zwycięstw, a teraz rozgromiło na wyjeździe warszawską Polonię aż 4:0. Wszystkie gole zdobył pominięty przez Smudę Szymon Pawłowski. Nie zmarnował okazji chorzowski Ruch nie dając szansy Cracovii na godne pożegnanie z ligą wygrywając pod Wawelem 2:0. Traci do Śląska tylko punkt i gdyby nie zmarnowana przed tygodniem okazja w postaci remisu z ŁKS -em to na Cichej szykowanoby się za tydzień do odebrania mistrzowskiego tytułu. Chorzowianie mają teoretycznie najłatwiejszego rywala. Przyjeżdża Lechia, spokojna już o swoje utrzymanie.  Na trzecie miejsce wskoczył Lech. Męczył się mocno z Podbeskidziem, a jedynego gola tuż przed końcem strzelił z karnego Rudnev. Sukces i kropkę nad "i" w postaci upragnionego awansu do europejskich pucharów oglądało 27 tysięcy widzów. Siódme zwycięstwo w ostatnich ośmiu meczach to także wielki triumf młodego trenera Mariusza Rumaka. Kolejorz w ostatniej kolejce jedzie do Widzewa i w razie zwycięstwa może nawet awansować wyżej, a może nawet... Wielu kibiców w Poznaniu wypomina władzom klubu zbytnie przetrzymywanie w roli szkoleniowca Jose Marii Bakero pomstując na zmarnowaną szansę na mistrzostwo. No i pora na Legię. Komentować nie ma czego. W kontekście odnoszonych wyników najdziwniejszy lider ostatniej fazy sezonu w historii. Wygrał zaledwie jeden  mecz z ostatnich siedmiu, a mimo to ciągle zachowywał minimalną przewagę. Jeśli nie zdoła się przełamać i ogra go Korona to spadnie nawet na piątą lokatę. Grę w pucharach gwarantuje jej zwycięstwo w Pucharze Polski. Aby Legia mogła zostać mistrzem musi wygrać Śląsk musi przegrać w Krakowie, Ruch nie pokonać u siebie Lechii, a Lech nie wygrać z Widzewem w Łodzi.  Mecze grane są jednak zbyt często, żeby móc uwierzyć, że słaba ostatnio Legia zdemotywowana do granic zdołała się odbudować. Pozostaje jeszcze jedno pytanie kto mistrzem? W teorii najbliżej jest Ruch, ale już zmarnował punkty z ŁKS -em, więc nie daje gwarancji, że trema nie okaże się zbyt silnym rywalem. Śląsk dla spokoju musi - co jest niezwykle trudnym zadaniem - wygrać z Wisłą o co nawet przy słabszej formie w Krakowie jest zadaniem arcytrudnym. Remis w wypadku wygranej Ruchu to za mało. Brak wygranej Śląska i Ruchy przy swoim triumfie oznacza tytuł dla Lecha. Niewiarygodne, ale prawdziwe.  W tym wszystkim jest jeszcze jedna opcja, która może mieć wpływa na końcowe rezultaty. Może trochę niewiarygodna, ale wcale nie można jej wykluczyć zważywszy na wielkie zaangażowanie Lechii w mecz z Legią. Kibice Śląska mają znakomite relacje z kibicami Lechii i Wisły. Może to oznaczać ułatwione zadanie dla wrocławian w Krakowie i twardą postawę Lechii w Chorzowie. Po drugie wspomniane kluby, jak też kibice Lecha i Widzewa nie przepadają kolokwialnie mówiąc za Legią. To z kolei może całkowicie oddalić szanse Legii na poprawę lokaty nawet w wypadku wygranej z Koroną. Jak będzie pod kątem rozstrzygnięć trudno powiedzieć. Na pewno jednak emocjonująco i ciekawie. Odnotujmy natomiast, że obok Cracovii do pierwszej ligi spada ŁKS. Dodajmy - chyba. To przykład zespołu profesora Filipiaka z trzech ostatnich lat nakazuje dodać owo "chyba".

Piotr Jabłkowski

Strona 1 z 5