Do pojedynku z Ruchem Chorzów, inaugurującego wiosenną (?) rundę piłkarską zostało jeszcze kilka dni. Wszyscy kibice doskonale znają sytuację wrocławskiego Śląska, który ma wielkie szanse w walce o drugi w historii po trzydziestu kilku latach tytuł mistrza Polski. Tymczasem bilety po imponujących wynikach jesienią na mecz sprzedają się jak na razie wyjątkowo słabo. Z pewnością wpływ na to ma zimowa aura. Prognozy są dobre i sprzedaż powinna niebawem nabrać tempa. Mimo tego nie zwlekając, do akcji zapełniania stadionu czynnie włączyły się władze miasta. Mają ku temu określone powody. Jesienią dwukrotnie obiekt zapełnił się w całości, co oznaczało określone, niebagatelne przychody na poziomie około miliona złotych z jednego. Miasto jest udziałowcem w klubie, który zalega jemu kilka milionów złotych z tytułu podatków i innych opłat. Wysoka sprzedaż to szansa na odzyskanie pieniędzy, ale też i na to, że klub nie przyjdzie po pomoc, bo będzie miał środki. Po drugie, zupełnie niedawno, niemal całkowicie doszło do rozejścia się wspólnych dróg pomiędzy samorządem a amerykańską spółką SMG zarządzającą obiektem. Spółce pozostawiono szansę na jedynie 20 procent z tego co miało do tej pory zapisane w umowie. Teraz organizacją większości imprez zajmie się miasto poprzez własną spółkę Wrocław 2012. Zatem nic dziwnego, że dziś zaproszono do ratusza dziennikarzy na konferencję prasową mającą w intencji zbudować dobry klimat wobec najbliższego meczu, ale i generalnie rozpoczętych działań. - Wszystkich kibiców, którzy przyjdą na mecz Śląska z Ruchem poczęstujemy herbatą. Mamy przygotowanych pięć tysięcy litrów. Dodatkowo rozdamy specjalne pałeczki, które wkłada się do rękawiczek, tak by ogrzewały dłonie - zachęcał Robert Pietryszyn, z miejskiej spółki Wrocław 2012, demonstrując specjalny kubek. Do działania włączył się także Michał Janicki, wiceprezydent miasta. - Wspólnie podjęliśmy taką decyzję w tak ważnym dla klubu i miasta momencie by zachęcić wrocławian do przyjścia na mecz całymi rodzinami. Śląsk rozpoczyna walkę o mistrzostwo Polski i potrzebne jest wsparcie kibiców - mówił M. Janicki. W sumie sprzedano do tej pory około osiem tysięcy wejściówek z czego mniej niż połowa to karnety. Dla przykładu w Krakowie na mecze Wisły sprzedano już 9 tysięcy karnetów. Po drugiej stronie pełnej optymizmu akcji jawi się negatywna opinia w sprawie organizacji najbliższego meczu wystawiona przez policję i straż pożarną. Stróże porządku uznają mecz z Ruchem za spotkanie podwyższonego ryzyka i wzorem nie rozegranego meczu o superpuchar w Warszawie skwapliwie znajdują powody, dla którego miałby się on nie odbyć również we Wrocławiu. Główny argument to fakt, że teren szczególnie wokół obiektu to ciągle plac budowy. To, że odbywały się tam mecze ligowe późną jesienią nie stanowi o niczym. - Oczywiście, że znamy negatywną opinię straży pożarnej i policji ze wskazaniem powodów. Mogę powiedzieć, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Znaczną część z problemów wskazanych przez służby już usunęliśmy - powiedział Michał Janicki. Aura, niepewność co do odbycia imprezy rodząca się w sercach kibiców oraz ranga rywala mogą spowodować, że zapełnienie stadionu powyżej połowy może być arcytrudnym zadaniem. Trzeba bowiem pamiętać, że różnica w liczbie miejsc pomiędzy Oporowską a Maślicami to 35 tysięcy i nie jest tak łatwo dopracować się wysokiej, stałej liczby fanów. Nic więc dziwnego, że miasto, udziałowiec klubu chce aktywnie wpłynąć na wzrost przychodów. W tym wszystkim należy także pamiętać, że, dodatkową, liczbę kibiców liczoną na kilka tysięcy, a przez niektórych nawet do 10 tysięcy kibiców stanowili fani spoza Wrocławia. Ci, ze zrozumiałych względów mają prawo być najbardziej wybredni biorąc pod uwagę wyprawę na mecz czasem z odległości kilkudziesięciu kilometrów.
Piotr Jabłkowski