Świetny początek i wspaniałe zakończenie. Justyna Kowalczyk po raz trzeci z rzędu wygrała prestiżową imprezę Tour de Ski, jako pierwsza wbiegając na Alpe Cermis z przewagą 28 sekund nad Marit Bjoergen i 4 minuty przed Therese Johaug. O tym, że w niedzielne wczesne popołudnie może być znakomicie przekonało nas wyraźne sobotnie zwycięstwo Polki nad Bjoergen na dystansie 10 kilometrów stylem klasycznym i odzyskanie przodownictwa w imprezie. Polka nie tylko odrobiła stratę siedmiu sekund w klasyfikacji generalnej, ale wywalczyła 11,5 sekundy przewagi przed ostatnim morderczym startem. W sobotę liczyło się nie tylko zwycięstwo i remis 4:4 w pojedynkach z norweską rywalką, ale tym razem także styl i widoczna świeżość Kowalczyk. Podopieczna trenera Aleksandra Wieretielnego, jako jedyna w sobotę trenowała na koszmarnym podbiegu. Ba, zrobiła to jeszcze w niedzielę rano! Obie największe rywalki wiedziały, że decydujące będą ostatnie 3 kilometry decydującej trasy, kiedy bieg przeradza się we wspinanie. Dlatego Justyna pozwoliła się dojść Marit już po niespełna 2 kilometrach. Norweżka, która dzień wcześniej wyraziła się pierwszy raz, że to Polka będzie jednak faworytką w podbiegu ani razu nie zluzowała jej na prowadzeniu. Atak Kowalczyk nastąpił dokładnie w tym samym miejscu, gdzie przed rokiem zgubiła Petrę Majdić, czyli na drugim zakręcie "slalomu", jaki zaczyna się na dwa i pół kilometra przed metą. Tylko raz Norweżka po około 500 metrach zmniejszyła przewagę, ale to był tylko moment. Przewaga naszej zawodniczki rosła sięgając na 200 metrów przed metą już 32 sekund. Ostatnie metry to świętowanie i dlatego przewaga na mecie odrobinę zmalała. Żadna z zawodniczek nie wygrała trzykrotnie tej najtrudniejszej imprezy, a co dopiero trzykrotnie z rzędu. Ten rekord jest w stanie pobić chyba tylko... Kowalczyk. Zwycięstwo w cyklu Tour de Ski największej tegorocznej imprezie i premia punktowa dla Kowalczyk oznacza jeszcze większe emocje w rywalizacji o końcowe zwycięstwo w Pucharze Świata. W ostatnich trzech sezonach ten puchar trafiał do Justyny Kowalczyk. Do końca pozostało jeszcze aż siedemnaście startów. Z najbliższego, sprintu w Mediolanie, Bjoergen i Kowalczyk rezygnują. Strata 102 punktów jest jak najbardziej do odrobienia, choć przy zdominowaniu sezonu przez ten duet nie w takim tempie, jak można by zakładać. Zatem to nie koniec emocji z udziałem Królowej Justyny. (dp)