Sobota, 19 Maj 2012r.

Last update19:16:13

You are here
first
  
last
 
 
start
stop

Kraków

Mierz wysoko

Marcin Gortat, polska gwiazda NBA, na co dzień grający w barwach Phoenix Suns, został twarzą sportowej odsłony akcji Disney XD „Mierz Wysoko”. Program ten, adresowany do dzieci w wieku 8-16 lat, ma zainspirować młode, koszykarskie talenty do podejmowania nowych wyzwań i rozwijania swojej pasji. Na zwycięzcę czeka wyjątkowa nagroda - podróż do Stanów Zjednoczonych i trening z samym Marcinem Gortatem. Marcina – aktywnie uprawiającego sport od najmłodszych lat, od zawsze inspirowali rodzice: ojciec Janusz – bokser, dwukrotny, brązowy medalista olimpijski, mistrz Europy i matka Alicja – wielokrotna reprezentantka kadry narodowej, dwukrotna mistrzyni Polski w siatkówce. Słynny koszykarz, początkowo trenował lekkoatletykę i piłkę nożną. W szkole średniej, za namową nauczyciela wychowania fizycznego, zainteresował się koszykówką. Po pierwszym treningu wiedział już, że to jest właśnie "to". Swój cel, aby zostać jak najlepszym zawodnikiem i dostać się do ligi NBA, osiągnął w 2007 r., kiedy to w barwach Orlando Magic zadebiutował na parkietach najsłynniejszej ligi świata. Rok później, jako pierwszy Polak, wystąpił w play-off NBA, a w 2009 r. zagrał w finale rozgrywek i zdobył wicemistrzostwo ligi. W sportowej odsłonie akcji Disney XD „Mierz Wysoko” młodzi, utalentowani koszykarze zawalczą o możliwość treningu pod okiem samego Marcina. Mistrz, goszcząc młodego zwycięzcę w Stanach Zjednoczonych, podzieli się swoją wiedzą i podpowie, jak rozwijać swój talent. Spotkanie zostanie zarejestrowane i wyemitowane w Disney XD, na stronie internetowej Disneya oraz oficjalnym kanale Disneya w serwisie YouTube. - Od kilku lat moim celem jest pomoc młodym ludziom w realizacji ich sportowych marzeń. Udział w akcji „Mierz Wysoko” to kolejny krok w poszukiwaniu koszykarskich talentów, jestem przekonany, że kilka z nich odkryjemy – komentuje Marcin. Wystarczy, że zainteresowani udziałem w akcji, odwiedzą stronę Disney XD „Mierz Wysoko”* www.disneyxd.disney.pl/mierz-wysoko/, odpowiedzą na zadane pytanie i napiszą dlaczego to właśnie oni powinni dostać tę wyjątkową szansę treningu z Marcinem. Zgłoszenia można składać do 20 kwietnia br.

 ***

Gdziekolwiek zmierzasz, zawsze „Mierz Wysoko” – o akcji

Inicjatywa ma na celu zainspirowanie dzieci do aktywnego działania, podejmowania nowych wyzwań i samodoskonalenia. Angażując w nią znanych sportowców, muzyków czy tancerzy, Disney XD daje dzieciom szansę spełniania się w tym, co najbardziej kochają i zachęca, by do wszystkiego co robią podchodziły z pasją. Dzięki „Mierz Wysoko” młodzi fani sportu, muzyki czy tańca mają szansę spotkania się ze swoim mistrzem w danej dziedzinie.

W ubiegłorocznej, sportowej odsłonie akcji, Mistrzem „Mierz Wysoko” był bramkarz Arsenalu Londyn, Łukasz Fabiański. Jego spotkanie ze zwycięzcą konkursu, 11-letnim Pawłem, zawodnikiem Akademii Piłkarskiej Szczecinek, odbyło się na stadionie treningowym Klubu Arsenal W Londynie. Chłopiec podczas spędzonego razem z Łukaszem dnia, nie tylko zagrał ze swoim idolem, ale także otrzymał wiele cennych wskazówek, jak doskonalić swój piłkarski warsztat.

Klasyk na czerwono. Wisła - Legia 0:0

skorza_maciejGdyby nie czerwone kartki - tak się dziwnie złożyło, że głównie dla polskich zawodników - można by mieć poważne wątpliwości, że ligowy klasyk był naprawdę tak ważnym meczem zarówno dla Wisły i Legii. Ta uwaga jest o tyle ważna bo pokazuje komu zdecydowanie zależało. Ciekawostka - na placu gry w piątek wieczorem na Reymonta wystąpiło łącznie 28 zawodników: 15 obcokrajowców i 13 Polaków. Z tego dwóch, Kucharczyk i Kiełbowicz, ledwo "powąchało" trawę. Arbiter do kieszeni sięgał łącznie 9 razy - wliczamy w to także drugie żółte kartki. Będący w zdecydowanej mniejszości polscy gracze obejrzeli siedem kartek zagraniczni tylko dwie. Przypadek? Patrząc na przebieg nudnego piłkarsko meczu, obfitującego bardziej w starcia, niż ciekawe akcje, wydaje się, że nie. Oczywiście daleki jestem od pochwały za niesportową grę, mówiąc wprost za chamską, ale futbol to męska gra i faule zawsze będą. Teza jest prosta. W klasyk zaangażowali się jedynie ci, dla których on coś naprawdę znaczył. Warto to przemyśleć. Może to także istotna uwaga w kierunku działaczy Lecha i wyjaśniająca sukcesy Ruchu i Korony? Nie kartki oczywiście, ale powód zaangażowania na placu gry. Właściwa proporcja obcokrajowców do własnych zawodników w składzie to trudna sprawa. Jedynie piłkarzy z Bałkanów można zasadniczo zwolnić z podejrzeń o niechęć do pełnego zaangażowania w grę o ile, to istotna uwaga, nie jest ich w wyjściowej jedenastce zbyt wielu. Z pewnością ten komentarz odbiega od klasycznej relacji ze spotkania ligowego, ale co zrobić kiedy pełne emocje zaczęły się wtedy kiedy Legia miała przez kwadrans dziewięciu na placu gry? Może to właściwy moment aby przyjrzeć się zjawisku zanim do końca zmarnowany zostanie potencjał klubów mających szansę na poważną grę w europejskich pucharach. Wydaje, że liczba graczy, dla których polskie kluby są dobrze płatną synekurą przekroczyła właściwy, potrzebny do podnoszenia rywalizacji poziom. Tylko ciekawe dlaczego obcokrajowcy na wyspach lub w klubach niemieckich, będący często nawet w większości, nie zdołali zmienić tamtejszych stylów gry? Pewnie dlatego, że to oni musieli się dostosować do wymagań, a nie odwrotnie…    

Maciej Skorża, Legia: - Punkt wywalczyliśmy w Krakowie w bardzo dramatycznych okolicznościach. Biorąc to pod uwagę można być zadowolonym. Jednak nasze założenia przed tym meczem były zgoła inne. Sytuacja w tabeli jest taka, że bardzo chcieliśmy zdobyć tu trzy punkty.

Michał Probierz, Wisła: - W początkowej fazie meczu Legia pokazała, że nie jest przez przypadek na czele tabeli. Jednak w pierwszej połowie obie drużyny miały po jednej świetnej okazji do zdobycia gola. Po przerwie Legia szybko dostała czerwoną kartkę i mogliśmy spokojniej grać. Wpuściłem wszystkich, co mogli coś zdobyć w ataku. Mamy jednak bardzo duże problemy w ataku pozycyjnym. Po raz kolejny to się dziś potwierdziło. Nie może być tak, że przez 15 minut gramy przeciwko dziewięciu piłkarzom i nie stwarzamy sobie klarownej sytuacji.

Wisła Kraków - Legia Warszawa 0:0

Wisła: Pareiko - Jovanović, Chavez, Czekaj, Nunez - Wilk, Brud (59' Iliev), Małecki (76' Biton) - Garguła (72' Jirsak), Melikson - Genkow.

Legia: Kuciak - Jędrzejczyk, Choto, Żewłakow, Wawrzyniak - Gol, Vrdoljak, Novo (57' Rzeźniczak), Radović, Wolski (86' Kucharczyk) - Ljuboja (90' Kiełbowicz).

Żółte kartki: Małecki, Nunez, Wilk (Wisła) oraz Gol, Jędrzejczyk, Rzeźniczak, Radović (Legia), czerwone kartki: Gol, Jędrzejczyk obaj za dwie żółte, sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz), widzów 24010.

(dp)

Honor uratowany. GKS Bełchatów - Wisła 2:2

widzewKiedy zespół jest źle przygotowany do sezonu nie pomoże zmiana kolejnego trenera. Pierwszy szczyt formy Wisły szykowany na pucharowe mecze ze Standardem przyszedł w czas pomijając nieskuteczność, ale okazało się, że był to etap krótkotrwały. Wiślacy podobnie jak lechici w tym sezonie tylko straszą nazwą. Solidnie przygotowany Bełchatów, który poważnie potraktował ryzyko walki o utrzymanie utarł nosa kolejnemu faworytowi. Zabrakło sekund, żeby triumf podobnie jak w meczu z Polonią był pełny. Właściwie to gospodarze mogą sobie sporo wyrzucać, że wypuścili wynik z rąk mając dwubramkowe prowadzenie. W 30. minucie Paweł Buzała, który w polu karnym Wisły ograł Osmana Chaveza i strzałem w długi róg pokonał Milana Jovanicia. Męskie rozmowy w szatni niewiele pomogły. Trzy minuty po przerwie wynik podwyższył Tomasz Wróbel. Wisła przebudziła się dopiero po kwadransie. Już  pierwsza akcja po podjęciu inicjatywy zakończyła się golem kontaktowym. Cwetan Genkow wykorzystał podanie Dragana Paljicia i „założył siatkę” Łukaszowi Sapeli. Kolejną bramkę zdobył Chavez, ale sędzia dopatrzył się pozycji spalonej. W doliczonym czasie gry znów kapitalnie spisał się Genkov dogrywając do Bitona, który nie mógł nie zdobyć gola. Wisła znakomicie wykorzystała dwie nadarzające się okazje, ale wszystko to generalnie za mało aby myśleć o sukcesach.

 

PGE GKS Bełchatów - Wisła Kraków 2:2 (1:0)
1:0 - Buzała 30'
2:0 - Wróbel 48'
2:1 - Genkow 62'
2:2 - Biton 90+2'

 

GKS Bełchatów: Sapela - Fonfara, Lacić, Szmatiuk, Wilusz, Wróbel, Bożok, Baran, Wacławczyk (63' Kosowski), Mateusz Mak (65' Giel), Buzała (90' Michał Mak).

Wisła: Jovanić - Jovanović (63' Iliev), Chavez, Bunoza (7' Nunez), Diaz, Paljić, Jaliens, Garguła (57' Genkow), Jirsak, Kirm, Biton.

Żółte kartki: Wacławczyk, Lacić, Bożok, Szmatiuk (PGE GKS) oraz Nunez, Paljić, Jirsak, Kirm (Wisła), sędziował: Dawid Piasecki (Słupsk). 

Wreszcie strzelali. ŁKS - Cracovia 2:2

liga_polskaObie drużyny cierpiały na dużą nieskuteczność w ataku. Cracovia w szczególności. Kiedy nie strzelać jak w meczu o ligowe życie? Remisu z pewnością obu zespołom życzyli w Lubinie i Gdańsku. To ich marzenia spełniły się w całej rozciągłości. Mecz mógł się podobać, zespoły chciały wygrać, no i kibice zobaczyli aż cztery trafienia. Nikt jednak nie zakładał, że prowadzący do przerwy 2:0 gospodarze zmarnują okazję na trzy punkty. Przy karnym gospodarzom mocno pomógł arbiter "wprowadzając" zagranie Żytki w pole karne. Pewnie strzelił Saganowski. Kilka minut później znakomicie w pole karne wrzucił Iwański i Gieraga tyłem głowy podwyższył prowadzenie. Cracovia też miała swoje szanse, ale zawodziła skuteczność. Po przerwie sprawy w swoje ręce i to dosłownie wziął Klepczarek stoper gospodarzy. W niegroźnej sytuacji ręką zatrzymał piłkę zmierzającą poza boiska. Zobaczył drugą żółtą zółtą kartkę. Była to dopiero 50 minuta gry co zachęciło gości do jeszcze śmielszych ataków. W 58 minucie Suart strzelił w słupek , ale dwie minuty później wszyscy zagapili się przy dośrodkowaniu z rzutu wolnego Boljevica i piłka minęła wszystkich zawodników w polu karnym lądując w siatce. Upór gości został nagrodzony na sześć minut przed końcem meczu. Tym razem po rzucie rożnym nie kryty przez nikogo Suart trafił do bramki. Oba zespoły mają po 17 punktówi ledwo zrównały się z Zagłębiem, które spróbuje osiągnąć zdobycz w meczu z Ruchem. Sukcesem debiutującego na ławce Pasów trenera Kafarskiego jest utrzymanie dystansu do rywala. Bólem łodzian zaprzepaszczona już druga okazja do odniesienia zwycięstwa po Lechii teraz z Cracovią.


Tomasz Kafarski, Cracovia: - Mecz się zaczął tak, jak chcieliśmy, czyli od wysokiej gry w ataku i prawidłowej bramki. Po stracie dwóch goli znaleźliśmy się jednak w trudnej sytuacji. Powiedziałem w przerwie chłopakom, że wyjdziemy na boisko i zabierzemy to, co nam odebrano. Po części nam się to udało. Chwała chłopakom za to, że gdy ŁKS grał w dziesiątkę doprowadzili do remis. To był wynik nie tylko umiejętności, ale też zaangażowania. Remis nie jest dla nas złym wynikiem. Mam nadzieję, że chłopaki bardziej uwierzą w cel, który zrealizujemy.
Andrzej Pyrdoł, ŁKS: - Muszę przyznać, że ciężko nam się gra na tym stadionie. Niedawno mieliśmy tu mecz z Lechią, który graliśmy w przewadze. Nie potrafiliśmy wtedy strzelić gola i zremisowaliśmy. Dzisiaj okazuje się, że przez nieodpowiedzialne zachowanie zawodnika remisujemy mecz, który na 40 minut przed końcem jest już prawie wygrany. Ten remis to nasza porażka. Z takiego wyniku moglibyśmy się cieszyć, gdybyśmy grali na wyjeździe. Jedynym pozytywem jest chyba to, że Cracovia nam nie uciekła.


ŁKS Łódź - Cracovia 2:2 (2:0)
1:0 - Saganowski 28' (karny)
2:0 - Gieraga 33'
2:1 - Boljević 60'
2:2 - Suart 85'
ŁKS: Velimirović - Gercaliu, Łabędzki, Gieraga, Klepczarek, Laizans, Łukasiewicz, Papikyan (61' Sasin), Iwański, Łobodziński, Saganowski (87' M.Gancarczyk).
Cracovia: Kaczmarek - Nykiel, Żytko, Hosek (64' Matulevicius), Struna, Suart, Boljević, Bartczak, Saidi, Szałachowski (78' Steblecki), van der Biezen (90' Budziński).
Żółte kartki: Klepczarek, Gieraga (ŁKS) oraz Saidi, Hosek, Bartczak, Suart (Cracovia), czerwona Klepczarek za drugą żółtą, sędzia: Paweł Gil (Lublin), widzów: 3250

Legia się cieszy. Wisła - Lech 0:0

liga_polskaProbierz jest trenerem a nie cudotwórcą, Rumak nie jest gorszy od Bakero. To pierwsze pobieżne wnioski po meczu dwóch ostatnich mistrzów Polski. Z bezbramkowego remisu po niezłym meczu najbardziej ucieszyli się w Warszawie. Oznacza to, że obiecujący pościg za Legią, rywale zgodnie stracili punkty i zawężają zdecydowanie grono ekip walczących o mistrzostwo. Nie znaczy to, że nie będą groźni dla każdego, ale ich cele uległy zasadniczej zmianie. Okazało się, że wszystkie nitki do losów tego meczu trzymał poznaniak Mateusz Możdżeń. On w pierwszej i 45 minucie powinien zdobyć gola. Także on radykalnie zmienił jego przebieg, opuszczając plac gdy w 64 minucie ujrzał drugą czerwoną kartkę. Wtedy Wisła zdominowała zawody, przy czym trzeba dodać, że znaczenie miało także wprowadzenie w 60 minucie na boisko Maora Meliksona i Łukasza Garguły. Do tej pory Wisła więcej biegała, ale bezproduktywnie, Lech z kolei praktycznie wszystkie swoje akcje kończył strzałem na bramkę Pareiki przez co był groźniejszy. Po zmianach i kartce wiślakom udało się już poważnie zagrażać bramce Kolejorza, ale z bardzo dobrej strony pokazał się Kotorowski. Lepszą szansę na rozstrzygnięcie meczu mieli jednak osłabieni lechici. W 82 minucie po rzucie rożnym sześć metrów przed bramką miał Kikut, ale odchylony strzelił " w sufit". W sumie remis sprawiedliwy, ale nie dający nic obu rywalom. Oba zespoły już za kilka dni spotkają się w dwumeczu o Puchar Polski, kto wie, czy to nie jest dwumecz ostatniej szansy na grę w europejskich pucharach w przyszłym sezonie. Odnotujmy jeszcze fatalne zachowanie kibiców gości. W 54 minucie - tyle lat miał Włodziemierz Smolarek - na telebimie zgodnie z przedmeczowym planem pojawiła się jego postać i kiedy kibice Wisły wstali z miejsc i bili brawo, to poznaniacy obrzucali wyzwiskami fanów gospodarzy.
Mariusz Rumak, Lech: - Przed 64. min mieliśmy kilka okazji do zdobycia gola. Niestety nie wykorzystaliśmy ich, a potem czerwona kartka dla Mateusza Możdżenia zmieniła nasz plan gry. Jestem jednak dumny z tego jak zespół dziś zagrał. Musimy być szczęśliwy, że mamy jeden punkt zdobyty na tym gorącym terenie.
Michał Probierz, Wisła: - Pocieszające jest to, że w drugim meczu pod rząd nie straciliśmy gola. Mogliśmy lepiej wykorzystać ostatnie pół godziny, po tym jak zawodnik Lecha otrzymał czerwoną kartkę. Stworzyliśmy sobie dwie, trzy sytuacje, ale powinno ich być więcej. Za szybko chcieliśmy wszystko zrobić. Uważam, że jeśli jutro przegrają drużyny z góry tabeli to nadal nie będziemy na straconej pozycji. Zawsze ten jeden punkt został nam zapisany. Oczywiście ja, jak i zawodnicy nie jesteśmy zadowoleni z wyniku spotkania.


Wisła Kraków - Lech Poznań 0:0
Wisła: Pareiko - Jovanović, Jaliens, Bunoza, Diaz, Wilk, Nunez (79' Jirsak), Paljić (60' Garguła), Iliew, Kirm (60' Melikson), Biton.
Lech: Kotorowski - Kikut, Kamiński, Wołąkiewicz (46' Arboleda), Henriquez, Injac, Murawski, Możdżeń, Stilić (71' Djurdjević), Ubiparip (61' Kriwiec), Rudnev.
Żółte kartki: Możdżeń, Arboleda, Rudnev (Lech), czerwona: Możdżeń za drugą żółtą, sędziował: Robert Małek (Zabrze), widzów 28000.

Jednak rozczarowanie. Zagłębie - Wisła 2:2


DSCF3802Zagłębie nie było z pewnością faworytem w meczu z krakowską Wisłą, ale mocno przebudowany zespół Pavla Hapala postanowił od pierwszych minut zniwelować atuty wiślaków ambicją i zaangażowaniem poparte, co wynikało już z przebiegu meczu nie zawsze skutecznym pressingiem. Już w trzeciej minucie do siatki gości trafił Sernas, ale sędzia Robert Małek gola nie uznał wskazując, że wcześniej zawodnik Zagłębia przyjął piłkę ręką. Jak po meczu widać było na telewizyjnych powtórkach pomylił się. Owoc takiej postawy gospodarzy to kolejna, już uznana bramka, zdobyta przez eks zabrzanina i już kapitana nowej drużyny, Adama Banasia. W 17 minucie fatalnie po rzucie rożnym piąstkował Sergei Pareiko. Do bezpańskiej piłki pierwszy doskoczył Banaś z pięciu metrów pakując ją do siatki. Zdobycz Zagłębia tylko dodatkowo zmobilizowała krakowian, którzy wcześniej mieli dwie znakomite okazje do zdobycia gola. W 26' tylko fenomenalnej interwencji Aleksandra Ptaka po główce Cezarego Wilka zachowali czyste konto. Nie udało się to już w 30 minucie, kiedy bramkę "stadiony świata" z ok 25 metrów strzałem w okienko zdobył Ivica Iliev. Wisła grała z coraz większą swobodą, a Zagłębie z kolei szukało szczęścia w kontrach. W 33 minucie Pareiko zachował się przytomnie przy lobie Pawłowskiego. Z kolei trzy minuty później w olbrzymim zamieszaniu w polu karnym Zagłębia piłka trafiła po uderzeniu Lameya w słupek bramki Ptaka. Dominacja Wisły rosła z każdą minutą głównie za sprawą opanowania środka pola. Mecz toczony był w szybkim tempie i mógł się podobać, dlatego, że gospodarze szukali swoich szans, nie broniąc punktowego wyniku.

Po zmianie stron, Wisła mówiąc kolokwialnie siadła na Zagłębiu i po dziesięciu minutach dopięła swego. Lewą stroną indywidualny rajd przeprowadził Maor Melikson dograł na 12 metr do Andraża Kirma, który nie miał kłopotów z umieszczeniem piłki w siatce. Minutę później mógł być remis, ale Pareiko kapitalnie sparował uderzenie Szymona Pawłowskiego z linii pola karnego. Na skutek nie do końca zrozumiałych zmian Wisła zaczęła grać wariant defensywny prokurując zagrożenie pod własnym polem karnym. Najpierw po rzucie rożnym uderzenie Bartosza Rymaniaka minimalnie minęło poprzeczkę bramki Pareiko. Pełna kara za taki styl gry nastąpiła w 80 minucie. Kontrę Zagłębia w układzie 2:1 wykończył lekkim lobem nad bramkarzem wiślaków Dawid Abwo. Wisła potwierdziła wszystkie swoje atuty i grając konsekwentnie do ostatniej minuty, jak ze Standardem Liege powinna wygrać. Oddała plac gry co Zagłębie skrzętnie wykorzystało. Z kolei z taką grą i mobilizacją lubinian w każdym meczu można zaryzykować stwierdzenie, że problem opuszczenia strefy spadkowej jest tylko kwestią czasu.

Zagłębie Lubin – Wisła Kraków 2:2 (1:1)

1:0 – Banaś 17’

1:1 – Iliev 30’

1:2 – Kirm 54’

2:2 – Abwo 80’

Zagłębie: Ptak - Rymaniak, Banaś, Vidanov, Nhaimonesu, Bilek, Hodur (78’ Traore), Pawłowski, Rakowski (82’ Rachwał), Małkowski (62’ Abwo), Sernas

Wisła: Pareiko - Paljic, Chavez, Czekaj, Lamey, Wilk, Melikson, Garguła (67’ Nunez), Genkov, (71’ Biton) Kirm, Iliev (81’ Jovanovic).

Sędziował Robert Małek, widzów 7019. 

Dariusz Przybylski 

Strona 1 z 3