Marcin Gortat, polska gwiazda NBA, na co dzień grający w barwach Phoenix Suns, został twarzą sportowej odsłony akcji Disney XD „Mierz Wysoko”. Program ten, adresowany do dzieci w wieku 8-16 lat, ma zainspirować młode, koszykarskie talenty do podejmowania nowych wyzwań i rozwijania swojej pasji. Na zwycięzcę czeka wyjątkowa nagroda - podróż do Stanów Zjednoczonych i trening z samym Marcinem Gortatem. Marcina – aktywnie uprawiającego sport od najmłodszych lat, od zawsze inspirowali rodzice: ojciec Janusz – bokser, dwukrotny, brązowy medalista olimpijski, mistrz Europy i matka Alicja – wielokrotna reprezentantka kadry narodowej, dwukrotna mistrzyni Polski w siatkówce. Słynny koszykarz, początkowo trenował lekkoatletykę i piłkę nożną. W szkole średniej, za namową nauczyciela wychowania fizycznego, zainteresował się koszykówką. Po pierwszym treningu wiedział już, że to jest właśnie "to". Swój cel, aby zostać jak najlepszym zawodnikiem i dostać się do ligi NBA, osiągnął w 2007 r., kiedy to w barwach Orlando Magic zadebiutował na parkietach najsłynniejszej ligi świata. Rok później, jako pierwszy Polak, wystąpił w play-off NBA, a w 2009 r. zagrał w finale rozgrywek i zdobył wicemistrzostwo ligi. W sportowej odsłonie akcji Disney XD „Mierz Wysoko” młodzi, utalentowani koszykarze zawalczą o możliwość treningu pod okiem samego Marcina. Mistrz, goszcząc młodego zwycięzcę w Stanach Zjednoczonych, podzieli się swoją wiedzą i podpowie, jak rozwijać swój talent. Spotkanie zostanie zarejestrowane i wyemitowane w Disney XD, na stronie internetowej Disneya oraz oficjalnym kanale Disneya w serwisie YouTube. - Od kilku lat moim celem jest pomoc młodym ludziom w realizacji ich sportowych marzeń. Udział w akcji „Mierz Wysoko” to kolejny krok w poszukiwaniu koszykarskich talentów, jestem przekonany, że kilka z nich odkryjemy – komentuje Marcin. Wystarczy, że zainteresowani udziałem w akcji, odwiedzą stronę Disney XD „Mierz Wysoko”* www.disneyxd.disney.pl/mierz-wysoko/, odpowiedzą na zadane pytanie i napiszą dlaczego to właśnie oni powinni dostać tę wyjątkową szansę treningu z Marcinem. Zgłoszenia można składać do 20 kwietnia br.
***
Gdziekolwiek zmierzasz, zawsze „Mierz Wysoko” – o akcji
Inicjatywa ma na celu zainspirowanie dzieci do aktywnego działania, podejmowania nowych wyzwań i samodoskonalenia. Angażując w nią znanych sportowców,
muzyków czy tancerzy, Disney XD daje dzieciom szansę spełniania się w tym, co najbardziej kochają i zachęca, by do wszystkiego co robią podchodziły z pasją. Dzięki „Mierz Wysoko” młodzi fani sportu, muzyki czy tańca mają szansę spotkania się ze swoim mistrzem w danej dziedzinie.
W ubiegłorocznej, sportowej odsłonie akcji, Mistrzem „Mierz Wysoko” był bramkarz Arsenalu Londyn, Łukasz Fabiański. Jego spotkanie ze zwycięzcą konkursu, 11-letnim Pawłem, zawodnikiem Akademii Piłkarskiej Szczecinek, odbyło się na stadionie treningowym Klubu Arsenal W Londynie. Chłopiec podczas spędzonego razem z Łukaszem dnia, nie tylko zagrał ze swoim idolem, ale także otrzymał wiele cennych wskazówek, jak doskonalić swój piłkarski warsztat.
Gdyby nie czerwone kartki - tak się dziwnie złożyło, że głównie dla polskich zawodników - można by mieć poważne wątpliwości, że ligowy klasyk był naprawdę tak ważnym meczem zarówno dla Wisły i Legii. Ta uwaga jest o tyle ważna bo pokazuje komu zdecydowanie zależało. Ciekawostka - na placu gry w piątek wieczorem na Reymonta wystąpiło łącznie 28 zawodników: 15 obcokrajowców i 13 Polaków. Z tego dwóch, Kucharczyk i Kiełbowicz, ledwo "powąchało" trawę. Arbiter do kieszeni sięgał łącznie 9 razy - wliczamy w to także drugie żółte kartki. Będący w zdecydowanej mniejszości polscy gracze obejrzeli siedem kartek zagraniczni tylko dwie. Przypadek? Patrząc na przebieg nudnego piłkarsko meczu, obfitującego bardziej w starcia, niż ciekawe akcje, wydaje się, że nie. Oczywiście daleki jestem od pochwały za niesportową grę, mówiąc wprost za chamską, ale futbol to męska gra i faule zawsze będą. Teza jest prosta. W klasyk zaangażowali się jedynie ci, dla których on coś naprawdę znaczył. Warto to przemyśleć. Może to także istotna uwaga w kierunku działaczy Lecha i wyjaśniająca sukcesy Ruchu i Korony? Nie kartki oczywiście, ale powód zaangażowania na placu gry. Właściwa proporcja obcokrajowców do własnych zawodników w składzie to trudna sprawa. Jedynie piłkarzy z Bałkanów można zasadniczo zwolnić z podejrzeń o niechęć do pełnego zaangażowania w grę o ile, to istotna uwaga, nie jest ich w wyjściowej jedenastce zbyt wielu. Z pewnością ten komentarz odbiega od klasycznej relacji ze spotkania ligowego, ale co zrobić kiedy pełne emocje zaczęły się wtedy kiedy Legia miała przez kwadrans dziewięciu na placu gry? Może to właściwy moment aby przyjrzeć się zjawisku zanim do końca zmarnowany zostanie potencjał klubów mających szansę na poważną grę w europejskich pucharach. Wydaje, że liczba graczy, dla których polskie kluby są dobrze płatną synekurą przekroczyła właściwy, potrzebny do podnoszenia rywalizacji poziom. Tylko ciekawe dlaczego obcokrajowcy na wyspach lub w klubach niemieckich, będący często nawet w większości, nie zdołali zmienić tamtejszych stylów gry? Pewnie dlatego, że to oni musieli się dostosować do wymagań, a nie odwrotnie…
Kiedy zespół jest źle przygotowany do sezonu nie pomoże zmiana kolejnego trenera. Pierwszy szczyt formy Wisły szykowany na pucharowe mecze ze Standardem przyszedł w czas pomijając nieskuteczność, ale okazało się, że był to etap krótkotrwały. Wiślacy podobnie jak lechici w tym sezonie tylko straszą nazwą. Solidnie przygotowany Bełchatów, który poważnie potraktował ryzyko walki o utrzymanie utarł nosa kolejnemu faworytowi. Zabrakło sekund, żeby triumf podobnie jak w meczu z Polonią był pełny. Właściwie to gospodarze mogą sobie sporo wyrzucać, że wypuścili wynik z rąk mając dwubramkowe prowadzenie. W
Obie drużyny cierpiały na dużą nieskuteczność w ataku. Cracovia w szczególności. Kiedy nie strzelać jak w meczu o ligowe życie? Remisu z pewnością obu zespołom życzyli w Lubinie i Gdańsku. To ich marzenia spełniły się w całej rozciągłości. Mecz mógł się podobać, zespoły chciały wygrać, no i kibice zobaczyli aż cztery trafienia. Nikt jednak nie zakładał, że prowadzący do przerwy 2:0 gospodarze zmarnują okazję na trzy punkty. Przy karnym gospodarzom mocno pomógł arbiter "wprowadzając" zagranie Żytki w pole karne. Pewnie strzelił Saganowski. Kilka minut później znakomicie w pole karne wrzucił Iwański i Gieraga tyłem głowy podwyższył prowadzenie. Cracovia też miała swoje szanse, ale zawodziła skuteczność. Po przerwie sprawy w swoje ręce i to dosłownie wziął Klepczarek stoper gospodarzy. W niegroźnej sytuacji ręką zatrzymał piłkę zmierzającą poza boiska. Zobaczył drugą żółtą zółtą kartkę. Była to dopiero 50 minuta gry co zachęciło gości do jeszcze śmielszych ataków. W 58 minucie Suart strzelił w słupek , ale dwie minuty później wszyscy zagapili się przy dośrodkowaniu z rzutu wolnego Boljevica i piłka minęła wszystkich zawodników w polu karnym lądując w siatce. Upór gości został nagrodzony na sześć minut przed końcem meczu. Tym razem po rzucie rożnym nie kryty przez nikogo Suart trafił do bramki. Oba zespoły mają po 17 punktówi ledwo zrównały się z Zagłębiem, które spróbuje osiągnąć zdobycz w meczu z Ruchem. Sukcesem debiutującego na ławce Pasów trenera Kafarskiego jest utrzymanie dystansu do rywala. Bólem łodzian zaprzepaszczona już druga okazja do odniesienia zwycięstwa po Lechii teraz z Cracovią.
Zagłębie nie było z pewnością faworytem w meczu z krakowską Wisłą, ale mocno przebudowany zespół Pavla Hapala postanowił od pierwszych minut zniwelować atuty wiślaków ambicją i zaangażowaniem poparte, co wynikało już z przebiegu meczu nie zawsze skutecznym pressingiem. Już w trzeciej minucie do siatki gości trafił Sernas, ale sędzia Robert Małek gola nie uznał wskazując, że wcześniej zawodnik Zagłębia przyjął piłkę ręką. Jak po meczu widać było na telewizyjnych powtórkach pomylił się. Owoc takiej postawy gospodarzy to kolejna, już uznana bramka, zdobyta przez eks zabrzanina i już kapitana nowej drużyny, Adama Banasia. W 17 minucie fatalnie po rzucie rożnym piąstkował Sergei Pareiko. Do bezpańskiej piłki pierwszy doskoczył Banaś z pięciu metrów pakując ją do siatki. Zdobycz Zagłębia tylko dodatkowo zmobilizowała krakowian, którzy wcześniej mieli dwie znakomite okazje do zdobycia gola. W 26' tylko fenomenalnej interwencji Aleksandra Ptaka po główce Cezarego Wilka zachowali czyste konto. Nie udało się to już w 30 minucie, kiedy bramkę "stadiony świata" z ok 25 metrów strzałem w okienko zdobył Ivica Iliev. Wisła grała z coraz większą swobodą, a Zagłębie z kolei szukało szczęścia w kontrach. W 33 minucie Pareiko zachował się przytomnie przy lobie Pawłowskiego. Z kolei trzy minuty później w olbrzymim zamieszaniu w polu karnym Zagłębia piłka trafiła po uderzeniu Lameya w słupek bramki Ptaka. Dominacja Wisły rosła z każdą minutą głównie za sprawą opanowania środka pola. Mecz toczony był w szybkim tempie i mógł się podobać, dlatego, że gospodarze szukali swoich szans, nie broniąc punktowego wyniku.