Mieliśmy całkiem uzasadnione powody aby liczyć, że przynajmniej u siebie nasi reprezentanci w Lidze Europy zdołają wygrać, co będzie prolongatą na szanse awansu do 1/8 tych rozgrywek. Stało się inaczej. Legia Warszawa zremisowała ze Sportingiem Lizbona 2:2, Wisła Kraków 1:1 ze Standartem Liege. Szkoda bo oba polskie zespoły były lepsze od rywali, ale w niefrasobliwy sposób traciły bramki, choć przy zdecydowanie innych scenariuszach. Legia przeważała, miała inicjatywę uzyskiwała prowadzenie i traciła je za każdym razem w sposób, który musiał irytować. Zwłaszcza kiedy po raz kolejny, po bramce Janusza Gola w 79 minucie, zasłużenie wyszła na prowadzenie. Ponowna chwila dekoncentracji i w 88 minucie cały dorobek został roztwoniony. Nie zmienia tego faktu, że gol gości był wyjątkowej urody, ale jak pozwala się hasać bezkarnie napastnikom po własnym polu karnym to należy się liczyć z takim skutkami. Szkoda, zwłaszcza jeśli doda się dwie setki zmarnowane przez Żyro i Ljuboję. Wynik 2:0 dla Legii nie zdziwiłby nikogo a jaka byłaby to zaliczka przed rewanżem nie trzeba dodawać.
Jeszcze lepsze piłkarsko wrażenie od graczy z Łazienkowskiej sprawiali wiślacy, jakkolwiek należy pamiętać o chyba nieco niższej randze rywala. Od początku narzucili swój styl gry, grali szybko składnie i z pomysłem. Popełnili, konkretnie Nunez, w meczu zaledwie jeden, ale zabójczy w skutkach błąd. Zagranie do tyłu, przejęcie piłki przez napastnika gości, fatalna interwencja Czekaja, czerwona kartka dla wiślaka rzut karny i 1:0 dla Standartu. Osobną kwestią była nadmierna naszym zdaniem surowość kary dla Czekaja. Była to dopiero 27 minuta meczu. Po kilku chwilach Wisła otrząsnęła się z szoku i mimo strat narzuciła swój styl gry, głównie dzięki znakomitej postawie Meliksona i Garguły w środku pola. Upór został nagrodzony na finiszu. W 88 minucie po dośrodkowaniu Meliksona z rzutu wolnego niemal z linii bramkowej piłkę brzuchem do siatki wepchnął Genkov wynagradzając gospodarzom ich determinację. Dziwić może natomiast postawa Standartu, który chyba zbyt mocno zaufał w swoje możliwości
Podsumowując. Oba zespoły pokazały, że nie odstajemy od europejskich średniaków, szanse na awans w obu wypadkach nadal są. Na uwagę zasługuje dobre przygotowanie szybkościowe i kondycyjne. Również po stronie naszych drużyn pozostawały elementy wolicjonalne. To zapowiada ciekawą walkę w rewanżach oraz z pewnością w lidze.
Legia Warszawa - Sporting Lizbona 2:2 (1:0)
1:0 - Wawrzyniak 37'
1:1 - Carrico 60'
2:1 - Gol 79'
2:2 - Santos 88'
Legia: Kuciak - Jędrzejczyk, Żewłakow, Komorowski, Wawrzyniak, Vrdoljak, Rzeźniczak (71' Wolski), Gol, Rybus (60' Kosecki), Żyro, Ljuboja (82' Hubnik).
Sporting: Patricio - Pereira, Onyewu, Polga, Insua, Rinaudo, Fernandez, Carrillo (74' Santos), Schaars (46' Carrico), Izmailov (46' Pereirinha), van Wolfswinkel.
Żółte kartki: Onyewu, van Wolfswinkel, Insua (Sporting), Kosecki, Vrdoljak (Legia); sędziował: Matej Jug (Słowenia), widzów 27 234.
Wisła Kraków - Standard Liege 1:1 (0:1)
0:1 - Cyriac (k.) 28'
1:1 - Genkow 88'
Wisła: Pareiko - Jovanović, Chavez, Czekaj, Diaz - Małecki (57' Iliev), Wilk, Nunez - Garguła (80' Kirm), Melikson - Genkow.
Standard: Bolat - Pocognoli, Kanu, Felipe, Goreux (46' Ciman) - Seijas (82' Bjarnason), Vainqueur, Buyens, Gakpe (70' Batshuayi) - Cyriac, Tchite.
Żółte kartki: Genkow (Wisła),Goreux, Kanu, Bjarnason (Standard), czerwona Czekaj; sędziował: David Borbalan (Hiszpania), widzów 21 170.